Dla Kawy
Pamietajcie o Kawie
W 2003 roku zmarł znany i lubiany basista, Jerzy "Kawa" Kawalec (m.in. Krzak, Cree, Irek Dudek, Tomasz Stańko,IChing).
Kawa osierocił troje dzieci – Magda, Ania i Kuba - których matka, Katarzyna, zmarła na rok przed Jurkiem. Dzieci wychowuje babcia, Honorata Frączkowska-Meus, która utrzymuje siebie i dzieci z emerytury. To są normalne, zdrowe dzieci, które mimo losu jakie je spotkał dobrze się uczą i zachowały pogodę ducha.
Święta to szczególny czas, w którym każdy gest czy oznaka pamięci nabiera szczególnej wagi. Ale to przecież nie tylko świeta są czasem na pamięć o innych. Te dzieci i ich babcia zasługują na to by o nich pomyśleć, pamiętajcie więc o nich. Nie chodzi tu o jakieś wielkie gesty. Tym dzieciom przyda się naprawdę wszystko, a każda oznaka pamięci na pewno umili im codzienność.
Oto ich adres:
Honorata Frączkowska-Meus
ul. Styczniowa 28
40-305 Katowice
tel. 0 32 35 32 755
Numer konta
48 1050 1214 1000 0022 7232 4639
Z góry dziękujemy,
Marcin Jacobson
Leszek Winder
Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwi Artyści są jak motyle. Jurek Kawalec był i jednym i drugim. Żył lekko, pogodnie, ot tak z dnia na dzień, choć los nie szczędził mu razów. Miał wielki talent, choć nigdy go w pełni nie rozwinął. Był sprawnym instrumentalistą i wrażliwym twórcą. Zawsze był muzykiem drugiego planu i w tej roli czuł się najlepiej. Tworzył niewiele, ale to co grał, często miało wymiar mistrzowski, dzięki czemu grana z jego udziałem muzyka nabierała jakby nowego wymiaru i kolorytu. Miał wielkie wyczucie timingu, stylu i harmonii, co pozwoliło mu grać z najlepszymi muzykami naszego kraju. Jako człowiek niósł z sobą niewyobrażalny ładunek optymizmu, radości i beztroski. Kochał życie i chłonął je całym sobą. Nikt jak on nie potrafił się bawić, nikt jak on nie potrafił rozładować nawet najbardziej napiętej atmosfery. Zawsze zabiegany, pełen energii a przy tym nieodpowiedzialny, zawsze spózniony i w uroczy sposób roztrzepany.
Nawet jeżeli zabrzmi to banalnie, myślę, że bez Kawy świat nie będzie już tak kolorowy.
Marcin Jacobson
JAK MOTYL
W niebie niezliczonych dźwięków,
na obłoku ciepłych wspomnień,
spoczywa po ciężkiej podróży
na koniec życia.
Na krawędzi Wielkiej Tajemnicy
zatańczył niepewnie jak motyl
niezdecydowany czy usiąść,
czy polecieć dalej.
Dał się skusić czarowi kwiatu,
który był pułapką Boga
i złożył skrzydła beztroski
jak do modlitwy.
Już nigdy nie zatrzepocą radośnie
cztery płatki bajecznych kolorów
i nie zadrżą nam w sercach
cztery struny jego gitary.
Mirek Abramowicz
|