Po koncercie

Waltrop / Stadthalle, 9 września 2001

Jan Błędowski Jerzy Kawalec Andrzej Ryszka Leszek Winder
Krzak na scenie Krzak na scenie Krzak na scenie Krzak na scenie

Zdjęcia © Andreas Benthaus (zbliżenia muzyków) i Piotr Jendryczka (scena)



W nowym brzmieniu

Powrót "Krzaka"

Śląska grupa rockowa "Krzak" powstała w 1973 roku i szybko zyskała popularność. Po raz ostatni zespół zagrał w 1984 roku. I rozjechał się po świecie. Jan Błędowski zamieszkał w Niemczech, Andrzej Ryszka w Kanadzie. W Polsce pozostał Leszek Winder i Jerzy Kawalec. Po siedemnastu latach muzycy zebrali się w Niemczech, aby zagrać dwa koncerty: 6 września w Berlinie * i 9 września w Waltrop, koło Dortmundu. ANGORA rozmawiała z grupą przed koncertami.

Plakat trasy 2001

To nie są wasze pierwsze koncerty w Niemczech. Jako "Krzak" graliście w latach 80. w Berlinie Zachodnim i raz Północnej Nadrenii-Westfalii. Czego się spodziewacie się po obecnych koncertach?

Jan Błędowski: W Dortmundzie graliśmy w 1978 roku. Był to wtedy bardzo udany koncert. Teraz spodziewamy się starych fanów, którzy przyjdą z ciekawości, aby posłuchać jak brzmi zespół po dwudziestu latach. Sami jesteśmy tego bardzo ciekawi, ale po kilku próbach wiemy już, że wypadnie to dobrze i ciekawość fanów zostanie zaspokojona.

Łatwo wam przyszło zgranie się po tak długiej przerwie?

Leszek Winder: Bardzo dobrze, bo wspólne granie w tym składzie doskonale nam wychodzi. Kiedyś współpracowali z nami najlepsi polscy muzycy: Krzesimir Dębski, Ryszard Skibiński, Ryszard Riedel i wielu innych. Po latach jednak stwierdziłem, że jeżeli ten kwartet ma zagrać jeszcze kiedyś, to bez wątpienia musi to być ten skład, w którym stawialiśmy pierwsze kroki, bo tu tkwił duch i sedno całego zespołu. Moje wcześniejsze obawy co do koncertu po tylu latach zniknęły już całkowicie. Ta muzyka jest w nas zapisana, choć zyskała teraz nowe brzmienie.

W jakim sensie zmieniła się muzyka "Krzaka"?

Jan Błędowski: Z pewnością jest bardziej dojrzała. Zmieniły się przede wszystkim aranżacje. Linie tematyczne pozostały te same, ale gramy je po prostu inaczej, co wynika głównie z naszych doświadczeń zebranych w ciągu tych lat. Teraz wykonujemy nasze utwory bardziej współcześnie, choć to niby te same kompozycje.

Planujecie utrwalić ten materiał koncertowy z Niemiec?

Andrzej Ryszka: Koncertu nie, ale w planie mamy być może nagranie nowej płyty.

W latach wielkiej popularności "Krzaka" prasa pisała o zespole w samych superlatywach, nazywając Was czołową grupą Muzyki Młodej Generacji i podkreślając niepowtarzalną atmosferę Waszej muzyki. Jak oceniacie swoją popularność po tylu latach?

Andrzej Ryszka: Wskaźnikiem ciągle istniejącej popularności zespołu mogą być dwie płyty, Które wznowiliśmy w zeszłym roku na CD. Nie były one złotymi płytami, ale każda z nich sprzedała się w nakładzie kilku tysięcy egzemplarzy. Czyli ciągle jest zainteresowanie, skoro płyty znikły z półek.

Uchodziliście kiedyś za zespół nienawidzący komercji, świadomie ograniczając własną publiczność...

Jerzy Kawalec: Trudno tu mówić o nienawiści. W tym wieku trzymaliśmy się od niej z daleko. Komercja wcale zaś nie jest takim złym zjawiskiem.

Andrzej Ryszka: Wszystko zależy od jakości tego co się sprzedaje, bo przecież wybraliśmy muzykę jako coś, co chcemy robić w życiu. Sprzedajemy swoje intelektualne wartości, zarabiając w ten sposób na życie. Komercja jest też zdrowym zjawiskiem, bo w końcu gramy po to, żeby się utrzymać, a im lepiej będzie nam to wychodzić, tym większa szansa na zarobienie lepszych pieniędzy. I o to właśnie chodzi.

Leszek Winder wspominał kiedyś: z "Krzakiem" objechaliśmy całą Polskę. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że ewidentnie oszukujemy ludzi, że właściwie gdyby nam ktoś powiedział, panowie, macie szmalec i wcale nie musicie grać, to leżelibyśmy w hotelu i nie grali. Uciekła ta wielka przyjemność, jaką kiedyś było granie, a została tylko maszyna do zarabiania pieniędzy - po prostu zawodostwo (...)

Leszek Winder: Dalej tak uważam. Graliśmy wówczas dwa koncerty dziennie, cały mój dobytek mieścił się w dwóch torbach, które wszędzie ze sobą zabierałem. To nie miało nic wspólnego z dobrym graniem. Nigdy też do tego nie wrócę. Teraz mamy dwa koncerty i bardzo je przeżywamy. Urządzamy liczne próby. I tak to powinno wyglądać.

Dlaczego rozstaliście się jako zespół?

Jan Błędowski: Byliśmy już tym wszystkim zmęczeni. Teraz, po dwudziestu latach, próbujemy stworzyć atmosferę, jaka była przed zmęczeniem. Chcemy podkreślić te najlepsze momenty i przywrócić dawną, dobrą atmosferę.

Rozmawiała: Katarzyna Domagała
Tygodnik "ANGORA" (wydanie niemieckie) Nr 37, 16.09.2001

* koncert w Berlinie został odwołany



9 715 919 bajtówBlues h-moll czyli Smuteczek z koncertu w Waltrop (mp3, 9 715 919 bajtów).
mpeg, 503 551 484 bajtów Live in Waltrop (mpeg, 503 551 484 bajtów)


Na górę Strona początkowa blues@lesniczowka.art.pl